Kozica na Kozim, czyli trochę o pasji do gór i fotorelacja z zimowego wejścia.

Żadna inna rzecz nie da Ci tyle wolności, co pasja…

Osoby które mnie znają lub obserwują posty na Facebooku pewnie zauważyły w ostatnim czasie mój silny pociąg do gór. Nic na to nie poradzę, zakochałam się. Jeśli nie myślę o gotowaniu, myślę o bieganiu, a jeśli nie myślę o bieganiu to myślę o górach/wspinaniu. I tak w kółko. Zaczynam się robić nudna :D Nie ukrywam, że Tatry szczególnie skradły moje serce… Żadne inne góry nie dostarczają mi tylu emocji i wrażeń. Jest w nich coś wyjątkowego, co sprawia, że chcę tam wracać. Lekka adrenalina, widoki zapierające dech w piersiach, ludzie spotykani na szlakach, a może moje ulubione schroniskowe szarlotki… Cokolwiek to jest, mocno namieszało mi w głowie ;)

Kozi Wierch już od dawna chodził mi po głowie. Stopień trudności dostosowany do moich możliwości (czyli nie za trudno, ale wystarczająco żeby zaspokoić „głód wspinania”) i niesamowite widoki sprawiły, że wejście na ten szczyt znalazło się na liście rzeczy do zrobienia jeszcze tej zimy. Pogoda również zapowiadała się obiecująco, słoneczko świeciło już od samego rana i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że to będzie piękny dzień.

Nie będę opisywać tutaj całej trasy, nie czuję się wystarczająco kompetentna, żeby podawać jakiekolwiek wskazówki dotyczące turystyki zimowej, warunków itp. Niestety, od Doliny Pięciu Stawów szlak okazał się nie przetarty. Rozpoczęliśmy naszą wędrówkę bardzo wcześnie rano, w schronisku znaleźliśmy się ok. 7, a więc byliśmy w tym dniu pierwszymi osobami, które atakowały Kozi, co bardzo utrudniło nam wejście. Jednego jestem pewna – następnym razem na pewno podejdę do tego typu wędrówek z większym rozsądkiem. Mam ogromny respekt do Tatr, może czasami za bardzo panikuję… Ale istnieje jedna, najważniejsza zasada, której do tej pory się trzymałam i którą każdy powinien przestrzegać – jeśli nie masz wystarczającej wiedzy w turystyce zimowej, chodź z osobą, która ją ma. Chodzenie zimą po górach, to zupełnie inna bajka. Bajka która wymaga trochę więcej wysiłku, przygotowań, ale za to odwdzięcza się takimi obrazami:

img_20170227_164714_360

Wschodzące słońce.

img_20170228_212054_685

Poranek w Dolinie Pięciu Stawów.

img_20170227_065752867

img_20170228_212256_245

img_20170227_164635_860

img_20170228_212325_737

Hmmm, to daleko jeszcze…?

img_20170227_163912_222

Cały czas pod górę, końca nie widać :D

img_20170228_212519_172

Widok na Orlą Perć.

img_20170228_212609_657

Widok na Podhale, gdzieś tam w tle Babia Góra.

img_20170228_103243_864

Dla takich widoków było warto!

img_20170227_164445_582

img_20170228_214247_705