Trochę wiosny, trochę zimy – wiosenne bieganie po Tatrach i poszukiwania krokusów.

Trochę wiosny, trochę zimy – wiosenne bieganie po Tatrach i poszukiwania krokusów.

Poczuć w końcu wiosnę, opalać się na polanie, zapadać w mokrym śniegu i przy okazji porządnie się zmęczyć. A to wszystko w ciągu jednego wypadu! Takie atrakcje czekały na mnie pewnego pięknego, kwietniowego dnia. Tylko w Tatrach, nigdzie indziej :).

Tak naprawdę od kilku miesięcy czekałam na ten dzień. Niewyspanie, intensywny tydzień w pracy, totalny brak wolnego czasu… Kto by się tym przejmował! Wiedziałam że muszę tam być. Że muszę wrócić do tego miejsca. I że tylko i wyłącznie na biegowo, w żaden inny sposób.

Wczesny wyjazd z Krakowa, krótka drzemka w autobusie i przy okazji zachwycanie się widokami z okna. Tak to już jest, że zawsze wjeżdżając do Zakopanego patrzę na Tatry jak zahipnotyzowana. Piękne, majestatyczne, trochę tajemnicze… Wzrusza mnie ten widok za każdym razem. Szybkie przebranie się w strój biegowy, rozgrzewka i lekkim truchcikiem mknę w stronę Kuźnic.

Na pierwszy ogień idzie Nosal – niewielki szczyt, mało wymagający, idealny dla początkujących turystów. Niby nic wielkiego, ale ten podbieg potrafi zmęczyć. Krok po kroku, z małymi postojami na zdjęcia pokonuję pierwsze wzniesienia z ogromnym bananem na twarzy. Jest cicho, na całym podejściu mijam tylko 2 osoby i to w dodatku biegaczy. Zapominam o wszystkim, cieszę się jak małe dziecko, ogarnia mnie spokój i wdzięczność. Za to, że mogę robić to co kocham, że jestem tu gdzie jestem, że mogę pobyć sama ze sobą, ze swoimi myślami.

img_20170411_204040778

dsc_0338-1

img_20170411_205231999

Po pokonaniu pierwszego szczytu trafiam na rozwidlenie dróg. Odbijam lekko w lewo, na żółty szlak prowadzący na Polanę Kopieniec. Podobno o tej porze roku można zobaczyć tam słynne krokusy. I rzeczywiście – po kilku kilometrach moim oczom ukazuje się piękna polana z małymi, fioletowymi kwiatkami. Świecące słoneczko i totalne pustki kuszą, żeby wyłożyć się na trawce i zapomnieć o całym świecie. Stety, niestety staram się nie ulec tej pokusie. Mam jeszcze sporo kilometrów do zrobienia, w końcu przyjechałam tu głównie po to, żeby wykonać porządny trening i popracować nad formą, którą w ostatnim czasie trochę zaniedbałam.

img_20170331_155741_068

Wiele osób często pyta, czy nie boję się tak biegać/podróżować sama. Oczywiście że się boję! Przez prawie połowę drogi, w czasie której nie spotkałam żywej duszy, zastanawiałam się co zrobię, kiedy spotkam jakiegoś słodkiego niedźwiadka na swojej drodze :). Samotność (tak samo jak ciemność) zawsze działa na naszą wyobraźnię, wyolbrzymiamy pewne rzeczy i wyobrażamy sobie absurdalne sytuacje, które nawet nie przyszłyby nam do głowy będąc w towarzystwie. W takich sytuacjach mówię sobie, że strach ma wielkie oczy i staram się zająć myśli czymś innym, czymś pozytywnym, przyjemnym. Początki bywają trudne, ale po którymś razie zaczynasz się przyzwyczajać i nawet podoba ci się ten brak drugiej osoby.

Im dłużej biegnę, tym częściej natrafiam na trasie na delikatne oblodzenia. Niby tego lodu nie ma wiele i łatwo go ominąć, ale chwila nieuwagi sprawia, że wpadam w poślizg i zaliczam pierwszą, bolesną glebę. Mój tyłek i plecy cierpią, leżę jak kłoda na tych kamieniach i zastanawiam się co dalej – kontynuować trasę czy zawrócić. Oczywiście przeklinam sobie w myślach, że znowu zachciało mi się biegać, że to głupota wybierać się samemu na trening po Tatrach, że znowu będę miała pełno siniaków… Ostatecznie wstaję i przechodzę do marszu. Tragedii nie ma, trochę boli, ale nie aż tak żeby zejść z trasy.

Upadek na tyle wyprowadził mnie z równowagi, że pominęłam zakręt na czerwony szlak na Psią Trawkę. Szybka analiza mapy,krótka rozmowa ze spotkanymi po drodze turystami i wracam na właściwe tory. Na trasie nadal jest sporo lodu, ale jestem zdecydowanie bardziej ostrożna. Po chwili dobiegam do kolejnego skrzyżowania dróg – zamiast kontynuować bieg czerwonym szlakiem zakręcam w prawo na szlak prowadzący do głównego punktu mojej biegowej wycieczki – Murowańca.

img_20170411_205057008

Teoretycznie długa i mało atrakcyjna trasa mija mi naprawdę szybko. Coraz częściej przechodzę do marszu, czuję już lekkie zmęczenie, ale napawa mnie optymizmem myśl, że już zaraz odpocznę sobie w schronisku. Przez drzewa przebija się coraz więcej szczytów, pojawia się coraz więcej śniegu. Wkrótce oczom ukazuje się moja ukochana Hala Gąsienicowa i dobrze znane mi wzniesienia, zdobywane zarówno latem jak i zimą. Jak zwykle widoki zapierają dech w piersiach! O ile w niższych partiach jest już wiosna, tutaj nadal trwa zima na całego. Ogrzewam się chwilę w schronisku przy talerzu pysznej pomidorówki i zmykam porobić trochę pamiątkowych fotek.

img_20170411_204330271

img_20170411_204445301

img_20170411_204826324

Główny punkt treningu zaliczony, teraz czeka mnie tylko luźny zbieg przez Boczań, powrót do Kuźnic i wizyta na Kalatówkach. Tutaj ludzi jest już mnóstwo, na pewno nie tyle co w godzinach szczytu w Chochołowskiej, ale łatwo zauważyć, że „coś” się dzieje w Tatrach. Cóż się dziwić, od lat krokusy są główną wiosenną atrakcją turystyczną. Oczywiście na mnie też robią wrażenie, chociaż nie przesadne. Zawsze zastanawiało mnie, na czym polega fenomen tych fioletowych roślinek. Osobiście raczej nie miałabym ochoty stać w kilometrowej kolejce, tylko po to, żeby zobaczyć tłumnie gromadzących się ludzi na polanie, klęczących i wspinających swoje tyłki w celu znalezienia idealnego ujęcia do zdjęcia :D. Za stara już chyba jestem na takie atrakcje :). Na szczęście udaje mi się znaleźć trochę wolnej przestrzeni, rozkładam się na trawce, zamykam oczy i wygrzewam się do słoneczka – pora na zasłużony odpoczynek i ładowanie baterii na kolejne dni. Wieczorem czeka mnie jeszcze tylko spacer w Tatrach Zachodnich do Schroniska na Hali Ornak, gdzie czeka na mnie ukochany z ekipą zapalonych tatromaniaków.

img_20170411_185250473

 

img_20170411_185205154

img_20170411_185107532

Podsumowanie:

Długość trasy: ok. 26,6 km

mapa

Dla kogo? Dla każdego kto chce zacząć swoją przygodę z bieganiem po górach. Trasa nie jest trudna, nie ma dużych przewyższeń oraz długich, męczących i stromych podejść/podbiegów. Jest idealna na praktycznie każdą porę roku (jedynie zimą należy zachować szczególną ostrożność i zaopatrzyć się w raczki i odpowiednie wyposażenie). Polecam ją szczególnie osobom, które chciałyby nabrać trochę doświadczenia, zobaczyć jak to jest biegać po Tatrach.

Uwaga! Można się uzależnić! :)